Kamienio-terapia

No cóż…trochę późno na taki post, bo dziś będzie krótka rozprawka na temat korzystania z uciech lata po naszym lecie…Kiedy we wrześniu słoneczko obniżyło linię wędrówki po niebie, ja wylądowałam na kamienistej greckiej plaży na Rodos. Nazwałam tę plażę wielkim „cmentarzyskiem dużych i małych kamieni”…gdyż nie uświadczy się tam ani grama delikatnego w dotyku jak mąka, sopockiego piasku 😉

Ale są tego wielkie plusy!

Kamienie są tam piękne! I te wielkie kamulce i te maleńkie kamyczki, obłe, mocno wygładzone przez upływ czasu, działanie wody morskiej i wzajemne ocieranie się o siebie, przez miliony lat. Ich „marmurkowe” szlaczki na powierzchni, tak modne ostatnio w konfekcji żeńskiej, najpiękniej prezentują się wilgotne, kiedy to kolejna spieniona fala słonej wody opuszcza ich grzbiet…

Każdego dnia odbywałam na tej plaży swoją „kamienną sesję” i dziwiłam się mocno wczasowiczom pokonującym tę trasę w trampkach…Półgodzinne ugniatanie kamieni gołymi stopami to przecież kamienio – terapia za darmo, dwa w jednym: masaż stóp zwany reflekso-terapią oraz pilling 😉

Dodatkowo dotykanie mokrych kamieni, wyszukiwanie tych najpiękniejszych, układanie ich w multi-kolorystyczne grupy, ustawianie w słupki, fotografowanie jest przyjemnym i wciągającym medytacyjnym rytuałem, terapią skupiania uwagi, fokusem na przedmiocie. To zgoła inny sposób na wyciszenie zmysłów niż lekcja uważności, w której beznamiętnie obserwujemy kłębiące się w naszej głowie myśli i otaczające nas dźwięki. Tu mamy do czynienia z odcięciem, od świata i od nas, zapracowanego i „rozgadanego” umysłu.

Dzieje się podobnie, gdy fotografujemy, malujemy, konstruujemy, a także doprawiamy dania 🙂

Dodaj komentarz